poniedziałek, 2 grudnia 2013

Stawić czoła mitom. "Ciemne postacie w historii Kościoła"

Znowu oceniłam książkę po okładce, a dokładniej po tytule, i znowu zostałam zaskoczona jej treścią. Kiedy zaczynałam lekturę Ciemnych postaci w historii Kościoła spodziewałam się publikacji traktującej o podstępnych papieżach, morderstwach w Watykanie i dostojnikach szkodzących Kościołowi. W moje ręce zaś trafiło opracowanie, w którym autor próbował się zmierzyć z mitami jakie narosły wokół chrześcijaństwa.

Przyznam, że ciężko było mi się na początku przestawić. Odrzucić moje oczekiwania i skupić na lekturze. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem treść wciągała mnie coraz bardziej.

Swoją opowieść Michael Hasemann zaczyna wraz z początkami chrześcijaństwa. Pierwsze osiem rozdziałów poświęcone zostało czasom starożytnym i wczesnośredniowiecznym. Autor pisze o pustym grobie; znanej wszystkim (głównie za sprawą powieści Dana Browna) teorii, że świętym Graalem była krew Chrystusa ciągle krążąca w żyłach jego kolejnych potomków; miłości Jezusa do Marii Magdaleny czy teorii o Jego rodzeństwie. Powołuje się na dokumenty Kościoła i odrzuca te, których wiarygodność została poddana w wątpliwość. Miałam czasem poczucie bycia przysypaną starożytnymi zwojami, które autor stara się odcyfrować, ocenić i opowiedzieć o okolicznościach ich powstania i odkrycia. Chwilami ciężko mi było przez to przebrnąć.

źródło
Zdecydowanie ciekawiej robi się w kolejnych rozdziałach. Hasemann opowiada czytelnikowi o wyprawach krzyżowych, inkwizycji, polowaniach na czarownice. Nie boi się także poruszyć problemów bardziej współczesnych takich jak domniemane poparcie, jakiego miał udzielać Pius XII Hitlerowi czy kłopoty Banku Watykańskiego. 

Nie da się nie zauważyć, że autor skupia się głównie na odpieraniu hipotez postawionych przez duet Baigent i Leigh w kolejnych pisanych przez nich powieściach. Momentami miałam wrażenie, że książka jest swoistą krucjatą przeciwko twórczości obu pisarzy. Ich nazwiska przywoływane są prawie w każdym rozdziale, a Hasemann stara się zaprzeczyć temu, co napisali oni w swoich książkach. Chwilami miałam wrażenie, że to oni są tymi tytułowymi ciemnymi postaciami.

Ciemne postacie w historii Kościoła są skierowane do przeciętnego czytelnika. Autor nie nadużywa naukowych pojęć, nie zasypuje nadmierną ilością faktografii czy szczegółów. Książka napisana jest plastycznym, ciekawym językiem dzięki czemu można czytać ją z przyjemnością. I na pewno, każdy dowie się z niej czegoś interesującego.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M



Książkę zgłaszam do wyzwania: Nie tylko literatura piękna

1 komentarz: