wtorek, 24 czerwca 2014

Włochaty pasterz jaków... "Z Tobą lub bez Ciebie"

W życiu Lyssy i Jake'a wszystko kręci się wokół poczęcia dziecka. Właśnie przeszli przez kolejną procedurę in vitro. I mają dla siebie dość kontrastowe wieści. Ona, że i ty razem się nie udało, on, że odchodzi...

Dla Lyssy jest to prawdziwy koniec świata. Początkowo, kiedy Jake mówi, że muszą od siebie odpocząć wierzy, że jest to stan chwilowy. Myśli, że chłopak pomieszka trochę u przyjaciela, doceni co stracił i wróci do domu. A ona postara się przestać budować całe ich życie wokół starań o ciążę. Dość szybko jednak przekonuje się, że "kanapa u kumpla" to tak naprawdę wygodne łóżko w domu nowej dziewczyny, z którą Jake od dawna miał romans. I zdecydowanie nie ma on w planach wracać po kilku dniach do domu.

Oboje próbują odnaleźć się w nowej sytuacji. Jake odkrywa, że ani nowoczesne, minimalistyczne mieszkanie ani wyzwolona dziewczyna skupiona na sobie nie są z bliska tak fajne jak wtedy gdy oglądał je z daleka. Pusta przestrzeń jest zimna, a nowa miłość stale nieobecna i zajęta ważniejszymi niż on sprawami. Zaczyna więc tęsknić za empatyczną Lyssą i ciepłem ich domu.

źródło
W tym czasie Lyssa postanawia zmienić swoje życie. Porzuca wszystko: pracę, po raz kolejny ciężarną siostrę i gromadkę jej dzieci, rodzinę i przyjaciół i jedzie na treking w Himalaje. Podstawowe pytanie jakie zadaje sobie przed wyjazdem brzmi: "jak przeżyć bez prądu i suszarki do włosów?". Oczywiście, jak można się było spodziewać, dziewczyna pozna tam niezwykle przystojnego (wbrew temu, że wszyscy straszyli ją włochatym pasterzem jaków) przewodnika, który zawładnie jej uczuciami i uleczy złamane serce.

Z Tobą lub bez Ciebie to kolejna książka, która niczym nie zaskakuje. No może przez chwilę zastanawiałam się, którego z mężczyzn Lyssa wybierze, ale zdecydowanie była to krótka chwila. Szczególnie, że odpowiedź była dość oczywista. Wszystko w tej książce, tak jak to bywa z takimi powieściami, jest takie właśnie oczywiste i przewidywalne. I to wszystko mimo tego, że autorka stara się wprowadzić trochę komplikacji czy nutkę niepewności w postaci jeszcze jednego zakochanego mężczyzny czy romansu, który czuć  w powietrzu. Jednak nawet to nie było w stanie sprawić, że Z Tobą lub bez Ciebie nabrałoby charakteru i wyrazu.


źródło
Dodatkowo nie ma w tej powieści bohaterów, którzy swoim charakterem, zabawnością czy wyjątkowością wynagradzaliby tę przeciętność i którzy niejednokrotnie sprawiają, że takie, na wskroś nijakie, lektury wspominamy z sympatią. Może trochę do tego miana pretenduje Edie, siostra Lyssa, matka niesfornej (i przypadkowo powstałej) gromadki dzieci. Niestety tylko pretenduje.

Carole Matthews stworzyła jedną z tych książek, które szybko się czyta ale jeszcze szybciej zapomina. Na tyle szybko, że na zdjęciach możecie pooglądać włochate himalajskie jaki gdyż jest to coś co najbardziej zapadło mi w pamięć z całej lektury.

Książkę zgłaszam do wyzwania: Z literą w tle

12 komentarzy:

  1. Wygląda na to, że szkoda czasu na książkę. Lepiej przeczytać coś zapadającego w pamięć. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładny tytuł postu:P No cóż, to może być dobra lektura na leniwy, wakacyjny dzień...ale chyba nic ponadto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł taki "z serca" :) Dla mnie to nie jest nawet książka na leniwy wakacyjny dzień. Brakuje jej do tego humoru i polotu.

      Usuń
  3. No cóż, jak dla mnie himalajskie jaki nie mają aż tyle uroku, by przyciągnąć mnie do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owłosiony pasterz też nie znajduje się w orbicie Twoich zainteresowań? :P

      Usuń
    2. A on też jest na zdjęciach? :)

      Usuń
    3. Jakiś jest, ale chyba to nie ten :(

      Usuń
    4. Eee, jak to nie jest ten, to tym bardziej nie czuję się zachęcona :) Pasterz niech sobie będzie owłosiony od stóp do głów, ale niech przynajmniej będzie przystojny ;P

      Usuń
    5. Jak owłosiony od stóp do głów to to yeti będzie :) Miejsce występowania się zgadza. Tylko nie wiem jak z jego przystojnością :P

      Usuń
  4. Ostatecznie może być to nawet yeti, byle było przystojne ;)

    OdpowiedzUsuń