wtorek, 30 października 2012

W jednej kamienicy. "44 Scotland Street"

Zawsze wydawało mi się, że powieść pisana, i publikowana, w odcinkach to formuła, która lata świetności ma już za sobą. Kojarzy mi się ona raczej z dziełami końca XIX i początków XX w. Jednak Alexander McCall Smith udowodnił, że nie jest to forma przebrzmiała.

44 Scotland Street to krótkie opowiastki z życia mieszkańców jednej z kamienic znajdującej się w artystycznej dzielnicy Edynburga. Parter zamieszkują Irene, jej mąż i pięcioletni syn Bertie. Chłopiec jest przez matkę kreowany na genialne dziecko grające na saksofonie, mówiące po włosku i nierozumiane przez przedszkolną opiekunkę, która zna się tylko na dzieciach przeciętnych. Sam malec właśnie dojrzewa do buntu przeciw wszystkim obowiązkom i zajęciom dodatkowym. Jego zachowanie sprawia, że Irene uznaje za jedyne rozwiązanie psychoterapię...

Mieszkanie nad nimi wynajmuje dwójka młodych ludzi. Bruce, absolutnie narcystyczny pracownik branży nieruchomości i nowa lokatorka: Pat robiąca sobie właśnie drugi rok przerwy przed studiami i poszukująca własnego miejsca w życiu.

Oprócz nich poznajemy także najstarszą z mieszkanek kamienicy, Domenicę Macdonald. Kobietę nietuzinkową, ironicznie komentującą zachowanie pozostałych lokatorów. W pewien sposób jej postać spaja całą fabułę. Zaprzyjaźnia się ona z Pat, przedstawia jej kolejnych ludzi, udziela rad dotyczących pracy i zachowania. Jest ona też zdecydowanie najbarwniejszą postacią całej powieści. No może jeszcze może z nią pod tym względem konkurować pies pijący piwo i puszczający oczko do ładnych dziewczyn.

Tym co łączy losy prawie wszystkich bohaterów, oczywiście oprócz adresu, jest tajemniczy obraz- własność galerii, w której pracuje Pat. Nie wiadomo kto go namalował, ale wydaje się, że jest on dużo warty. Dlatego po włamaniu w galerii dziewczyna zabiera go do domu, skąd przypadkiem trafia on na bal Stowarzyszenia Konserwatystów Południowego Edynburga. Jego zaginięcie/poszukiwania/próba wyceny spaja fabułę, sprawia, że nie jest ona tylko historyjkami o obcych sobie ludziach.

Muszę przyznać, że galeria ludzkich charakterów stworzona przez autora jest bardzo różnorodna. Począwszy od postaci Bruce'a i Irene, które znielubiłam już po pierwszym kontakcie, poprzez Pat i jej szefa Matthew, których miałam ochotę popchnąć żeby w końcu zrobili coś ze swoim życiem i przestali być tak niesamowicie bierni, aż do Domenici i Dużej Lou, przy których nie sposób było się nie uśmiechnąć.

Tak samo jak uśmiech budziły niektóre z opisywanych perypetii. W końcu uroczysty bal na sześć osób nie jest to rzecz spotykana powszechnie. Jednak były też momenty, w których lektura mnie nie porywała. Tak jak obiecuje okładka książka jest niesłychanie ciepła i pozytywna, ale chwilami aż za bardzo. 

Alexander McCall Smith zasłynął jako autor serii Kobieca Agencja Detektywistyczna nr 1., a także książek dla dzieci. Miasto, które pokazuje nam w 44 Scotland Street jest miastem, w którym on mieszka i pracuje. Stąd też może emocjonalne opisy niektórych miejsc. Zajmuje się nie tylko literaturą, ale również muzyką, teatrem czy podróżami.

Polecam 44 Scotland Street jako część zimowego zestawu składającego się z kubka z gorącą herbatą/ kakaem i ciepłego koca.


Książkę zgłaszam do wyzwania "Z literą w tle"

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Jeszcze mruczący kot by się przydał :)

      Usuń
  2. Ja czytałąm Kobiecą Agencję Detektywistyczną jak na razie. Nie wpoeme, podobała mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przyznam, że jak na razie nie czuję się przekonana do sięgnięcia po dalszą twórczość tego autora. Może kiedyś.

      Usuń