Kto mógłby chcieć zabić Holmesa? Graham Moore sugeruje, że było to marzenie Arthura Conan Doyla. Marzenie, które dało się na chwilę ziścić.
Sherlockista to powieść dziejąca się jednocześnie w dwóch płaszczyznach. Pierwsza z nich to przełom XIX i XX w. kiedy to Arthur Conan Dolye postanawia uniezależnić się od stworzonego przez siebie bohatera. Chce przestać być pisarzem słynącym tylko z postaci Sherlocka Holmesa. Pamiętacie tę sceną kiedy wielki detektyw leci w dół urwiska wprost do wodospadu? Powstała ona właśnie wtedy. Tylko Conan Doyle nie przewidział jednego: czytelnicy tak bardzo pokochali bohatera, że teraz uśmiercający go autor stanie się wrogiem publicznym. Przy okazji wielu ataków jakie zostają na niego przypuszczone, Conan Doyle otrzymuje bombę, a w niej zaproszenie do rozwiązania zagadki. Podejmuje rzuconą rękawicę i wraz z Bram Stokerem (tak, tym od Drakuli) udaje się w najgroźniejsze zaułki Londynu, żeby znaleźć mordercę młodych kobiet.
Druga część historii dzieje się współcześnie. Świat miłośników Holmesa wrze. Jeden z nich odnalazł zaginiony dziennik pisarza wyjaśniający co skłoniło Conan Doyla do ożywienia swojego bohatera. Ma go przedstawić podczas dorocznego zjazdu Sherlockistów. Wtedy też do elitarnego towarzystwa "Chłopców z Baker Street" zostaje przyjęty młody badacz literatury, Harold White. W ciągu kilku godzin poznaje on najważniejsze osoby z tego światka, a także zostaje wplątany w morderstwo i wyrusza na poszukiwanie, powtórnie zaginionego, dziennika.
Trzeba przyznać, że oba śledztwa wciągają. Jednak jak dla mnie zdecydowanie ciekawsze było to z przeszłości. Z jednej strony mieliśmy szanowanego obywatela, któremu wydaje się, że o prowadzeniu śledztwa wie wszystko, w końcu nie raz o tym pisał, a z drugiej prawdziwych zbirów i społecznych wykolejeńców. Conan Doyle był w tym wszystkim uroczo zagubiony i strasznie mieszczański. Muszę powiedzieć, że budził mój uśmiech i to zarówno radości jak i politowania. Również świetnie wykreowana została postać Bram Stokera, niedocenianego pisarza, który troszczy się żeby gwiazdom teatru niczego nie brakowało i dla którego londyńskie zaułki zdecydowanie nie są ziemią nieznaną.

Zaskoczyła mnie jeszcze jedna rzecz. Mianowicie informacja od autora, z której dowiedziałam się, że Sherlockista to książka oparta na prawdziwych wydarzeniach. Oczywiście jak zawsze w przypadku fikcji historycznej zostały one przemieszane i otrzymały nowe znaczenie, ale zdecydowana ich część miała miejsce naprawdę.
Powieść jest debiutem pisarskim bardzo młodego twórcy. Graham Moore ma dopiero 28 lat i całkiem niedawno skończył studia. Mam nadzieję, że jest to dopiero początek jego twórczej drogi, a nie jednorazowa rozrywka.
Przyznam, że Sherlockista uwiódł mnie. Dałam się porwać atmosferze Londynu, miasta dopiero uczącego się korzystać z nowoczesnych wynalazków. Podróżowałam razem z detektywami po ulicach oświetlanych przez lampy gazowe i w mroku szukałam rozwiązania zagadki. I zdecydowanie czuję niedosyt i chcę więcej.
Książkę zgłaszam do wyzwania "Z literą w tle".
Wow, nie wiedziałam, że jest taka książka. Koniecznie muszę przeczytać:) Dzięki
OdpowiedzUsuńTeż o jej istnieniu nie miałam pojęcia aż przypadkowo dojrzałam ją na półce w bibliotece :) Zdecydowanie nie żałuję.
UsuńCoś dla mnie :)
OdpowiedzUsuńBrzmi kusząco, ale raczej po nią nie sięgnę. Nie wykluczam jednak, że w dalszej przyszłości jednak po nią nie sięgnę :)
OdpowiedzUsuń