czwartek, 31 października 2013

Prawie halloweenowa recenzja. "Kuchnia duchów"

Wyobraźcie sobie, że gotowaniem potraficie przywołać ducha. Trochę przerażające prawda? Ale właśnie taki talent odkryła w sobie Ginny.

Pogrzeb rodziców jest dla Ginny ogromnym przeżyciem. Nie tylko dlatego, że nie pogodziła się z ich nagłym odejściem, ale również z powodu ludzi, którzy odwiedzili jej dom. Ginny nie radzi sobie w kontaktach towarzyskich. Jest nieśmiała, skryta i nieporadna. Mama określała to mianem "osobowości" i otaczała ją opieką. Kiedy jednak jej zabrakło Ginny musi sama stawić czoła światu. Nie daje sobie z tym rady więc ucieka do czegoś co zna i co ją uspokaja: gotowania. Zapach potrawy przywołuje ducha babci, który ma dla niej niejasne ostrzeżenie. Tylko przed czym ostrzegała ją starsza pani?

Ginny udało się jedynie zrozumieć, że ostrzeżenie wypowiedziane przez babcię ma jakiś związek z jej siostrą. Nie wie tylko przed czym powstrzymać Amandę: przed sprzedaniem domu, zarządzaniem swoim życiem czy skrzywdzeniem jednej z córek. Kiedy jednak z ust Amandy padają słowa: "choroba", "zespół Aspergera", "niezdolność do samodzielnego funkcjonowania" Ginny postanawia udowodnić siostrze, że się myli i wziąć życie w swoje ręce.

źródło
Trudno jest nazwać Kuchnię duchów mianem lekkiego czytadła. Autorka porusza w niej wiele, bolesnych kwestii. Chyba najbardziej rzucającą się w oczy jest sprawa choroby Ginny. I nie chodzi mi tu o sam fakt, że jest ona chora, ale o podejście otoczenia do tej kwestii. Ginny jest dorosłą kobietą, której nikt nigdy nie próbował pomóc. Rodzina uważała, że unikanie przez nią ludzi, niepatrzenie im w oczy, chowanie się do szafy w sytuacjach stresowych to po prostu elementy jej charakteru. Dziewczyna nie została nigdy zdiagnozowana, nie nauczono jej też radzić sobie. A problemem jest dla niej nawet wyjście do pobliskiego sklepu. Nigdy nie robiła tego samodzielnie. Klosz stworzony przez rodziców zniknął po ich śmierci i Ginny mierzy się z nową rzeczywistością. Dodatkowo symptomy tej samej choroby dostrzega u swojej siostrzenicy. Niestety jej siostra powtarza znany z domu schemat: żyje w zaprzeczeniu czym uniemożliwia córce osiągnięcie "normalności".

źródło
Drugą poruszaną przez Jael McHenry bolączką jest kwestia radzenia sobie ze stratą. Oprócz różnego podejścia Ginny i Amandy, widzimy jeszcze Davida, który oskarża się o śmierć żony i od kilku lat żyje w zawieszeniu. 

Jednak pomimo tych trudnych tematów książka nie przytłacza. Autorka sprowadzając do kuchni Ginny duchy kolejnych, bliskich jej osób sprawiła, że powieść stała się magiczna. Po raz pierwszy przy takiej lekturze to nie zawarte w książce przepisy były ważne (poza tym ani nie było ich zbyt wiele ani zbytnio nie porywały). Stanowiły one jedynie tło i pretekst do przywołania następnej postaci.

Nie spodziewałam się, że Kuchnia duchów będzie tak mądrą, ciepłą i przepełnioną uczuciami książką. Przyznam, że lektura momentami była trudna. Patrzyłam na bohaterkę, która zmaga się sama ze sobą, nie mając pojęcia co zrobić, żeby zostać wysłuchaną i potraktowaną poważnie, i szczerze jej współczułam. Zresztą obok z żadnego z bohaterów nie dało się przejść obojętnie.

Kuchnia duchów jest debiutem powieściowym Jeal McHenry. Powieściowym, ale nie pisarskim. Autorka znana jest jako publicystka kulinarna. Prowadzi blog poświęcony właśnie jedzeniu i gotowaniu, współpracuje również z czasopismami i portalami internetowymi.

Dla mnie Kuchnia duchów była ogromnym pozytywnym doświadczeniem. Książką, która obudziła przeróżne emocje. Polecam zdecydowanie!

8 komentarzy:

  1. Bardzo ciepło wspominam tą książkę, choć - jak piszesz - nie była łatwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie była. Bardzo emocjonalna dla mnie była

      Usuń
  2. Miłe zaskoczenie... Myślałam, że powieść ta jest lekturę neizbyt wymagająca, dość błahą, a okazuje się, że jest w niej coś więcej. Będę miała na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam. Że to kolejna powieść o gotowaniu wzbogacona jeszcze o duchy :D Zaskoczyła mnie całkowicie

      Usuń
  3. Nie przepadam za kulinarnymi treściami czy choćby nawiązaniami w powieściach, ale ta wydaje się emanować takim ciepłem i życiową mądrością, że z chęcią dałabym się skusić autorce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj kuchnia zdecydowanie nie gra pierwszych skrzypiec. Stanowi jedynie tło i to momentami prawie niewidoczne. Także śmiało możesz dać się kusić :D

      Usuń
  4. Kulinarne nawiązania przywodzą mi na myśl powieści Marthy Grimes. Wydaje się, że to ciekawa, mądra i wzruszająca lektura, w dodatku z mądrymi motywami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książek tej pani jeszcze nie miałam okazji czytać. Ciekawe? Opłaca się szukać?

      Usuń