
Kilka słów o samej fabule: W mule nowojorskiego kanału zostaje znaleziona para bezgłowych zwłok. Jedne zostają szybko zidentyfikowane jako należące do młodej dziedziczki manhattańskiej fortuny, drugie są tak zdeformowane, że przywołują wspomnienia niedawnej tragedii. Powraca myśl o Bestii z Muzeum (którą czytelnik miał szansę poznać w poprzedniej powieści). Do pomocy w sprawie zostają wezwani ci, którzy przeżyli spotkanie z potworem: antropolog Margo Green, biolog Whitney Frock i porucznik D'Agosta. W śledztwo włączają się również agent Pendergast i znawczyni podziemi miasta, sierżant Hayward. Szybko odkrywają oni, że nie są to jedyne dwie ofiary nowej Bestii i że pod Manhattanem istnieje społeczność, która być może jest uzależniona od substancji zawartej w ludzkim mózgu.
Relikwiarz odwołuje się do chwytów znanych z innych powieści duetu Douglas Preston i Lincoln Child. Po raz kolejny mamy do czynienia z zagrożeniem na wielką skalę, kiedy to podziemne istoty postanawiają wprowadzić na świecie nowy ład, a także z masowym wystąpieniem jakim jest demonstracja zwołana przez matkę pierwszej ofiary, która odbywa się oczywiście w najbardziej zagrożonym miejscu. I tak samo jak w innych powieściach poznajemy ograniczonego dowódcę żądnego władzy, którego wszystkie decyzje są błędne.
Mam wrażenie, że jest to najsłabsza z przeczytanych przeze mnie powieści tej dwójki. Znaczna część jej akcji dzieje się w nowojorskich kanałach gdzie z jednej strony spotykamy dość ciekawe indywidua, z drugiej błąkamy się w mroku i szlamie. Momentami książka wydawała mi się przegadana. Zaś wprowadzenie wątku protestujące przeciwko niebezpieczeństwom Nowego Jorku elity miasta wydawało mi się trochę naciągane.
Mimo wszystko muszę przyznać, że zostałam zaskoczona- może nie samym zakończeniem, ale rozwiązaniem zagadki. Ukazanie żądzy nieśmiertelności czy wiecznej młodości jako źródła zbrodni nie jest może czymś odkrywczym, ale stanowiło pewną niespodziankę.
Po lekturze Relikwiarza mam mieszane uczucia. W przeciwieństwie do książek dziejących się w nowojorskim muzeum ta mnie nie zachwyciła i nie przeraziła, ale również nie zniechęciła do sięgania po kolejne pozycje tych autorów. Myślę, że ze spokojnym sumieniem mogę polecić ją miłośnikom gatunku.
A ja bym ją z chęcią przeczytała :)
OdpowiedzUsuńAbsolutnie nie zniechęcam :) Chociaż myślę, że wcześniej warto przeczytać "Relikt"- czytanie tej będzie łatwiejsze
UsuńZ pewnością w przyszłości sięgnę i po tę książkę. Jakiś czas temu miałam już styczność z twórczością tych Panów i naprawdę mi się podobała :)
OdpowiedzUsuńJa ich uwielbiam! Ich książki zazwyczaj sprawiają, że się boję... Dlatego też przy każdej kolejnej stawiam im coraz wyżej poprzeczkę :)
Usuń