Pierwszy raz od dawna żałuję, że się dałam uwieść ładnej okładce. Zdecydowanie treść nie była jej warta.
Miało być tajemniczo, mrocznie. W kątach starego dworu czaić się miały sekrety, a w kotłach miały bulgotać magiczne mikstury. Było, no cóż, jakbym chciała być miła to bym napisała, że przeciętnie, jako że jestem rozgoryczona i nie chcę to napiszę, że nudno. Niestety.
Lata 20. wieku XVIII. W rezydencji w Selden mieszkają John, wybitni filozof i alchemik, uczeń Izaaka Newtona oraz jego córka Emilie. Dziewczyna ma 18 lat, a jedyni ludzie, z którymi się spotyka to ojciec, zajmujący się domem państwo Gill i, od czasu do czasu, okoliczni dzierżawcy. Oprócz tego nastolatka żyje w totalnie wyizolowanym świecie. Od najmłodszych lat była przygotowywana do tego żeby zostać naukowcem i pomocnicą ojca. Jest na jego każde wezwanie, bierze udział we wszystkich eksperymentach, a "wolny czas" spędza na nauce.
Córka alchemika jest wtórna, przewidywalna i nieciekawa. Emilie staje się wyrzutkiem, który traktowany jest na londyńskich salonach jako ciekawostka przyrodnicza. Jej wybitna inteligencja nie przekłada się na proste, codzienne sprawy. Zaś za każdym razem kiedy próbuje porozmawiać poważnie z mężem ten ją uwodzi i każda dyskusja, jeszcze zanim się rozpoczęła, kończy się w łóżku. Tego seksu między bohaterami było dla mnie zdecydowanie za dużo. Szczególnie, że książka napisana jest z punktu widzenia Emilie, która rozpływa się nad każdym stosunkiem i zagrzebuje gdzieś swoją inteligencję.
Całkiem niedawno czytałam książkę zbliżoną tematycznie do Córki alchemika. Mam tu na myśli Córkę markizy czyli kolejną historię o zbyt inteligentnej jak na swoje czasy kobiecie, która musi stawiać czoła "towarzystwu". I tak jak tamtą czytało się z przyjemnością i zainteresowaniem, tak tutaj, z każdą kolejną stroną, rosło moje poczucie straty czasu.
Naprawdę, pomimo moich dobrych chęci i wyznawania zasady, że to iż mi się książka nie podoba nie musi od razu oznaczać, że jest zła i na pewno znajdą się czytelnicy, którym przypadnie do gustu, tym razem nie jestem w stanie znaleźć niczego pozytywnego. No może jedynie okładkę.
