Agentkę Maggie O'Dell poznałam już jakiś czas temu. Od początku wiedziałam, że będę się z nią spotykać od czasu do czasu. Zło konieczne to właśnie kolejne z takich spotkań.
Tym razem pracuje ona nad sprawą seryjnego mordercy odcinającego ludziom głowy i pozbywającym się reszty ciał. Zostaje jednak od niej odwołana, gdyż na drugim końcu kraju ktoś morduje księży. Zawsze w miejscach publicznych, przy świątecznych okazjach. W toku śledztwa okazuje się, że oba dochodzenia, przy których pracowała Maggie są połączone. Dodatkowo w jedno z nich jest wplątana jej najlepsza przyjaciółka, która znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Przyznam, że wypożyczyłam tę książkę tylko dlatego, że była ona jedyną powieścią Kavy dostępną w bibliotece. Jakoś opis na okładce nie brzmiał zbytnio zachęcająco. I należało kierować się przeczuciem i zrezygnować.
Zacznijmy od tego, że opis zdradza nam już co będzie sednem sprawy: księża-pedofile (autorka nie ujawnia tego w pierwszych zdaniach, więc myślę że i wydawca mógłby się wstrzymać). Giną ci, którzy wyrządzali krzywdy dzieciom i których nazwisko pojawiło się w dziwnej grze internetowej. Pojawia się również postać znana z powieści Dotyk zła, człowiek, któremu nie udowodniono zabicia kilku chłopców, ale o którego winie Maggie jest przekonana. Tym razem sam zgłasza się on do FBI, gdyż wierzy, że jest kolejnym celem mordercy. I gdyby poprzestać na tym powieść dużo by zyskała.
| źródło |
Niestety jednak Kava dołożyła do niej drugie śledztwo. Winnego tamtych zbrodni czytelnik odkrywa w kilka chwil. Zostaje on nam wręcz podany na tacy zaraz na początku. A mimo to śledztwo toczy się dalej. Dodatkowo przez to, że mamy do czynienia z dwoma sprawami obie zostają potraktowane po macoszemu. Co chwilę przeskakujemy z miejsca na miejsce i od jednego bohatera do drugiego (a tych tym razem jest sporo). Zło konieczne jest dość chaotyczne i, w porównaniu do książek Kavy, które czytałam wcześniej, mało wciągające.
Zazwyczaj powieści Alex Kavy czytałam z zapartym tchem. Tym razem zdecydowanie tak nie było. Jest dość przeciętnie. Niezmieniony pozostał za to dynamiczny styl autorki, który wcześniej przypadł mi do gustu. I za to duży plus.









