Książki Joanne Harris zawsze budzą we mnie jakiś niepokój. Szczególnie kiedy, tak jak w tym wypadku, nad znanymi i lubianymi bohaterkami zawisa niebezpieczeństwo.
Od wydarzeń opisanych w Czekoladzie upłynęły cztery lata. Vianne dalej ucieka przed Człowiekiem w Czerni, ciągle obawiając się czyją twarz będzie miał tym razem. Przyjście na świat jej drugiej córeczki, Rosette, bardzo nietypowej osóbki, skłoniło ją do zatrzymania się na dłużej. Obecnie Vianne wraz z córkami mieszka na Montmarcie i stara się być zwyczajną kobietą. Już nie przygotowuje pralinek, wszystkie czekoladki, które sprzedaje są wyprodukowane gdzie indziej, nie szepcze też małych życzeń i nie posługuje się magicznymi sztuczkami. Jest szara i bezbarwna, co bardzo denerwuje Anouk. Dziewczynka nie odnajduje się w nowej rzeczywistości, ogromnej szkole do której została posłana. Nie może też liczyć na wsparcie matki dlatego coraz bardziej się od niej oddala.
Tym razem autorka oddała głos aż trzem osobom: Vianne, Anouk i Zozie. Każda z nich opowiada nam swoją historię. Widzimy jak Zozie udaje się oplątać Anouk misterną siecią pochlebstw, zrozumienia i magii, jak Vianne staje się coraz bardziej zagubiona i zgadza się na małżeństwo, które ma podtrzymać iluzję zwyczajnej rodziny, jak Anouk po raz pierwszy przestaje ufać matce.
Całą książka przesiąknięta jest atmosferą nieufności, wzajemnych pretensji, żalu i czekającego na ostateczny błąd Vianne zła, które chce zawładnąć tym co dla niej najważniejsze. I po raz kolejny czytelnik do końca nie wie jak to się skończy. Szczególnie, że Zozie jest czarująca, sprawia, że wszyscy do niej lgną i są nią zafascynowani. Jej prawdziwą twarz dojrzy tylko jedna osoba.
Po raz kolejny Joanne Harris napisała książkę, od której nie mogłam się oderwać. Jak zwykle, stworzony przez nią świat wydawał mi się jednocześnie realny i magiczny. Miałam wrażenie, że jestem jedną z "ofiar" uroku rzuconego przez Zozie. I nie mogę się już doczekać kolejnego spotkania.
Książkę zgłaszam do wyzwania: Z literą w tle
Po raz kolejny Joanne Harris napisała książkę, od której nie mogłam się oderwać. Jak zwykle, stworzony przez nią świat wydawał mi się jednocześnie realny i magiczny. Miałam wrażenie, że jestem jedną z "ofiar" uroku rzuconego przez Zozie. I nie mogę się już doczekać kolejnego spotkania.
Książkę zgłaszam do wyzwania: Z literą w tle






